Kierunek – Australia!

Australia, miejsce o którym zawsze marzyłam!

Wiem, że już trochę czasu minęło od ostatniego postu,  chciałam jednak poczekać i dokładniej poznać moje odczucia odnośnie pobytu w Australii.

Po kolejnej rozłące z B. tym razem całe szczęście tylko na 2 tygodnie ponownie się spotkaliśmy. W tym przypadku na jego ziemi, w Australii, w której się urodził i spędził ostatnie 34 lata.

Podróż była dość męcząca, jednak na moje szczęście jestem mega śpiochem i spałam większość czasu podczas lotu. Leciałam przez Düsseldorf i Hong Kong, spędziłam w podróży około 30 godzin.

Miałam lekkiego stresa, ponieważ nie wykupiłam biletu powrotnego. Póki co moja wiza jest wizą turystyczną na 3 miesiące i nie było sensu abym wykupowała bilet powrotny, ponieważ w planie miałam jeszcze kilka destynacji.

Po wylądoowaniu w Melbourne byłam przeszczęśliwa, dość niemiłą niespodzianką była kolejka na 2 godziny dla obcokrajowców, którzy czekali aby wejść do kraju, w tym oczywiście ja! ( żal mi było B. bo musiał tak długo czekać) Zdzwanialiśmy się na FB. Myślę, że on był bardziej zestresowany ode mnie odnośnie mojego wejścia do kraju.

Jak już doszłam do okienka, wręczyłam paszport oraz kartę, którą wypełniłam w samolocie. Jedno z pytań na tej karcie brzmiało: Czy przez ostatnie 6 lat ( przynajmniej tak zrozumiałam) byłam w Afryce? Pani w okienku dopytała się o to, gdyż oznaczyłam, że tak ( byłam w Egipcie mniej więcej 4 lata temu). Oznajmiłam, że byłam, pieczątka znajdywała w paszporcie ale  nie pamiętałam dokładnej daty. Nie ukrywam, że w portkach już miałam ciężko ;p Pani uśmiechnęła się szeroko i powiedziała, że chodziło o ostatnie 6 dni, przekreśliła moja odpowiedź, o nic więcej nie pytając życzyła mi cudownego pobytu w Australii. Od razu poczułam, że ludzie w Australii są wyjątkowo mili, nie myliłam się.

Ben czekał na mnie wytrwale. Za każdym razem kiedy się spotykamy po czasie rozłąki, jest inaczej. Za każdym razem spotkamy się w innym kraju.  Tym razem spotkaliśmy się jesienią w Australii, w stanie Victora. B. aby mnie uszczęśliwić założył sweter, którego nie lubi, ale dostał go ode mnie ;p Ja założyłam ogrodniczki, bo też wiedziałam, że mu się bardzo podobają, takie niby nic, ale cieszy.  Jak tylko znaleźliśmy się w zasięgu wzroku B. wziął mnie w ramiona i powiedział: Kochanie, udało się! Jesteś ze mną w Australii!!!

Nie potrafię opisać co wtedy czułam, ale radość w sercu była tak wielka, że odczuwałam ją w każdej części mojego ciała. To nie było już zwyczajne spotkanie na lotnisku, to był początek nowego życia, przygoda, o której zawsze marzyłam.

B. wziął moje bagaże, udaliśmy się do samochodu. Zakurzona Toyota Rav 4 czekała na parkingu. Pierwsze co chciałam zrobić to wsiąść na miejsce kierowcy, oczywiście zapomniałam, że tu ruch jest lewostronny. Ruszyliśmy, B. mieszka godzinę od Melbourne, w miejscowości Jan Juc nad  samym oceanem. Nie wiedziałam do końca czego mogę się spodziewać, wiedziałam jedynie, że jest pięknie…

Przyleciałam wieczorem, więc na zewnątrz było już ciemno i nie miałam możliwości podziwiania widoków w drodze do domu. Jechaliśmy mniej więcej godzinę,  B. po drodze pokazał mi centrum miasteczka Torquay, które jest mega urocze. Typowo surferska destynacja, dużo surf shopów, knajpek, zdrowego jedzenia. Zaraz obok Torquay znajduje się miejscowość Jan Juc, do której zmierzaliśmy. Powiem tak, wiedziałam, że to mała miejscowość, ale nie wiedziałam, że aż tak ;p hahha. Tak czy siak, nie udało mi się wiele zobaczyć, gdyż było już grubo po 22. Dojechaliśmy do domu, nic nie było widać bo światło wejściowe nie działało, miałam nadzieje, że zaraz mnie nie upierdzieli jakiś ogromny pająk! Kiedy porzuciłam walizkę w pokoju, usiedliśmy na tarasie. Było dość chłodno, ale przyjemnie. Powietrze niesamowite, 5 minut od domu jest ocean, daje się to odczuć. Zapach w szczególności po deszczu jest wyjątkowy,  brałam tak wielkie oddechy jakby powietrze miało się zaraz skończyć 🙂 Na tarasie i na ogrodzie znajdują się palmy, a niebo pokryte ilością gwiazd, jakiej w życiu nie widziałam.

Co przyniosły kolejne dni, chętnie wam opowiem w następnych postach. Czy to marzenie, o którym na prawdę marzyłam, czy moje wyobrażenia były zdecydowanie ciekawsze od rzeczywistości? Przekonacie się niebawem!

YOU MIGHT ALSO LIKE

1 Comment

  • MatkaPolka

    Uwielbiam takie blogi <3

    Czerwiec 13, 2017 - 8:00 am Reply

Leave A Comment

Your email address will not be published.