Pierwsze miesiące emigracji

Czy pierwsze miesiące emigracji są łatwe? I tak i nie!

W Australii jestem już 4 miesiące, powinnam być najszczęśliwsza, bo przecież spełniam moje marzenia. Tak też jest, ale momentami sama siebie nie poznaję. 

Początek wyprawy był wyjątkowy, okolica niesamowita. 5 minut do plaży to zdecydowanie zaleta! Pogoda z początku była przyjemna, gdyż przyjechałam tu jesienią, było ciepło, nie gorąco, a zachody słońca były w kolorze pomarańczowo – różowym, właściwie nadal takie są, nie można od nich oderwać wzroku. Tęcze na niebie widziałam minimum raz w tyg, ponieważ pogoda w stanie Victoria zmienną jest i słońce przeplatało się z deszczem.

Ludzie otwarci, mili. Każdy zachwycony moim akcentem. Po dwóch tygodniach pobytu na wybrzeżu pojechaliśmy z B. na Bali aby spędzić 10 dni z jego rodziną. Wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło. Całymi dniami wylegiwaliśmy się nad basenem w prywatnej, wielkiej willi. Panie masażystki przychodziły do domu aby zrobić nam balijski masaż, manicure czy pedicure. Ja czułam się już jak w rodzinie.

 

Początek wyjazdu wyglądał obiecująco.

Po powrocie z Indonezji zaczęliśmy myśleć co dalej.  W poprzednim poście opisałam moją sytuację wizową, dlatego tu nie będę się na ten temat rozpisywać, ale temat wizowy kosztował nas wiele stresu. Stresowałam się rownież brakiem możliwości podjęcia pracy na wizie turystycznej, ponieważ tu do tego tematu dość poważnie podchodzą pracodawcy.

W Polsce sprzedałam samochód, więc miałam jakieś oszczędności, ale były one przeznaczone na edukację, jak się później okazało na edukację ( 10 tyg kurs języka angielskiego ) i na wizę partnerską ( 7 tys. AUD ).

Brak pewnych możliwości zmusza nas do kombinowania i dostosowywania. Nie przypuszczałam, że ten wyjazd może tak wiele zmienić we mnie samej. Pokora i cierpliwość to dwie cechy, nad którymi zmuszona jestem pracować. Jestem jednak przekonana, że wyjątkowo buduje to mój charakter!  Tata B. Pewnego dnia, kiedy pomagałam przy kolacji powiedział mi jedną rzecz: Dziś jesteś kopciuszkiem ale jutro możesz być księżniczką!  Tak też się czułam.

Zastanawiałam się co mogę robić z początku bez pracy, zaczęłam regularnie uprawiać jogę w pobliskiem studiu. Pierwszy miesiąc był stosunkowo tani, ale kolejny to już 200 dolarów, których właściwie nie miałam. Zaczęłam rozmawiać z moją trenerką i ona podpowiedziała mi jedną rzecz. Zostań Karmi Yogi, pomyślałam co to do cholery jest! Okazało się, że szukają w studiu pomocy, która miałaby głownie polegać na ogarnianiu studia. Pomyślałam co mi tam, korona z głowy mi nie spadnie, a jogę będę mogła uprawiać codziennie. I tak oto zostałam Karmi Jogi. Początkowo myślałam, co ja tu robię, czułam się nie do końca komfortowo, w końcu w Polsce pełniłam managerskie stanowisko, a teraz latam z miotłą? 

Wiecie co o tym teraz myślę? To była świetna decyzja! Muszę tam trochę posprzątać, ale to nic wielkiego, gdyż oni mają tam sprzątaczki, ale dzięki temu, że jestem tym całym karmi joginem poznaję lokalną społeczność, poznaję niesamowite kobiety i trenerki jogi. Postanowiłam, że chce tam pomagać nawet jak będę miała świetną pracę, gdyż czuję, że pomagam im tworzyć to wyjątkowe miejsce i jeszcze bardziej motywuje mnie to do podjęcia kursu na nauczyciela jogi….ale to spokojnie, planuję tą przyjemność wykonać dopiero w przyszłym roku. Podejście ludzi uczęszczających na jogę oraz tamtejszych pracowników jest niesamowite, za każdym razem jak chwytam za miotłę słyszę od managerki, że jestem niesamowita. Ciężko wyjaśnić to uczucie…dziewczyny znają moją sytuację i zwyczajnie mnie wspierają i szanują, czego niestety nie mogę powiedzieć o pracy kelnerskiej w pewnej knajpie w pobliżu…wiem jedno, trzeba zacisnąć zęby i przeć do przodu!

Kolejną rzeczą jaką zrobiłam, zgłosiłam się jako wolontariusz do firmy, która organizuje 3 dniowy event w miejscowości, w której mieszkam. Zajmuję się tam marketingiem i wspieram ich operacyjnie! Moja wiedza jest cały czas w głowie, współpracownicy mnie słuchają i wcielają w życie moje pomysły, jedynie z czym mam problem to tworzenie kontentu w języku angielskim na stronę czy bloga. To jest trochę wyższa szkoła jazdy i tu znowu wiem, że cierpliwość popłaca…dlatego uzbrajam się w nią i za jakiś czas będę szukała płatnej pracy w marketing chyba, że jakiś inny pomysł przyjdzie mi do głowy. Moja aktywność, nawet w roli wolontariusza wiem, że mi pomoże w przyszłości w Australii i nie tylko. Poza tym zależy mi aby mój mózg cały czas pracował.

Od niedawna mam pozwolenie o pracę i jej szukam. Byłam na kilku rozmowach ale póki co nie było to nic ciekawego. Na jednej z rozmów babka słysząc moją historię i informacje co do tej pory zrobiłam w Australii, była pod wrażeniem, uśmiechnęła się i powiedziała: widzę, że czasu nie marnowałaś!

Tak apropo do tego postu zainspirowała mnie dziś rozmowa z moją przyjaciółką, ona wyemigrowała do Monachium 8 miesięcy temu, a ja do Australii 4 miesiące temu. Obie miałyśmy wyobrażenie, że będzie lekko i przyjemnie, ale obie stwierdzamy, że lekko wcale nie jest,  ale zdecydowanie warto. Dziś się śmiałyśmy przez telefon, że kto by przypuszczał, że obie będziemy w mniejszym czy większym stopniu latać z miotłą. Ja nabrałam dzięki temu większego szacunku do każdej wykonywanej pracy i do każdego człowieka. Wiem, że to wszystko jest po coś. Sami dobrze wiecie, że nieważne, czy to emigracja czy nie, życie przynosi nam różne niespodzianki losu.

Początkowo wrzuciłam na siebie ogromną presję. Mówiłam do siebie, muszę mieć super pracę i ułożyć sobie tu życie, ale przez tą presję nie mogłam cieszyć się chwilą. Postanowiłam więc skupić się na chwili. Żyj tu i teraz, nie rozpamiętuj przeszłości, poprzednich decyzji, to było i minęło, możemy jedynie wyciągać wnioski. Oczywiście ja mam marzenia i będę dążyć aby je spełnić, ale nie za wszelką cenę. Jest tyle piękna wokół nas, wystarczy się zatrzymać, wziąć głęboki oddech i rozejrzeć dookoła. 

Piszę to wszytko, gdyż to nie jest takie proste. Każdy z nas ma swoje problemy, ciężko tak po prostu się zatrzymać i o nich nie myśleć. Ja sama ze sobą walczę, ale się staram jak mogę i wiem, że nie będę żałowała moich decyzji! Wiem też, że kto nie ryzykuje nie pije szampana! Ciekawa jestem, co będę czuła czytając ten post za kilka lat!

Tu gdzie obecnie mieszkam bardzo modna jest joga i medytacja, nie ze względu na modę lecz ze względu na jej właściwości. Planuję wdrożyć medytację w życie, dam Wam znać jak mi idzie. Do tej pory medytuję jedynie na jodzie, a właściwie przed zajęciami, siadam w pustej sali i oddycham. Z początku miałam duży problem ze skupieniem się ale jest coraz lepiej, pomaga mi skupienie uwagi na trzecim oku, czyli miejscu między naszymi brwiami. Niektórzy twierdzą, że to wszytko to pic na wodę, jednak nie mogę się z tym zgodzić.  Dla każdego z nas ważne jest znalezienie równowagi. Wierzę również, że karma wraca, dlatego zachęcam Was do bycia dobrym dla siebie i dla innych każdego dnia. 

O jodze i medytacji z pewnością jeszcze napiszę,  chętnie podzielę się z Wami moimi doświadczeniami.

Jakie ty masz marzenia, może też wyjechałaś/eś daleko od domu lub zastanawiasz się jak żyć chwilą? Macie może jakieś wskazówki? Chętnie ich wysłucham 🙂

  • 7
  • 1833
  • 0

YOU MIGHT ALSO LIKE

0 Comments

Leave A Comment

Your email address will not be published.