Co może przytrafić się przez 3 tygodnie w Indonezji

Nie wspominałam chyba jeszcze Wam, że mam takie szczęście, że ciągle coś mi się przytrafia. Czasem są to sytuacje przyjemne, czasami przerażające. Kilkanaście tysięcy kilometrów od domu, z nieznajomym, właściwie już bardziej znajomym B. również życie mnie nie oszczędzało.

Oglądaliście film “Jedz, módl się i kochaj”? Pamiętacie jaki problem na Bali miała Julia Roberts? Oczywiście mnie też to dopadło, też na Bali! Wielu lekarzy nazywa tę chorobę syndromem miesiąca miodowego. Na to wychodzi, że moje zapalenie pęcherza wskazywało na to, że przeżywam coś w stylu podróży poślubnej haha! Nie ukrywam, że praktycznie na samym początku wyprawy było to dość wkurzające, no ale oczywiście absolutnie nie żałuję, w końcu prawie 9 miesięcy żyłam w celibacie…no może trochę krócej:)

Jak już wydobrzałam mój honeymoon nadal trwał. B. cały czas się ze mnie śmiał, że widać, że jestem z Polski, bo nie potrafiłam normalnie chodzić po kamieniach czy skałach przy plaży ( btw. zobaczymy go na śniegu, cwaniaczek ;p) Non stop się o coś potykałam, pewnie gdyby mnie B. nie trzymał, leżałabym odłogiem nie raz.

No ale dobra, zastanawiacie się pewnie co dalej. Z Bali pojechaliśmy na wyspę Lombok, gdzie w planie miałam surfować po raz pierwszy w życiu. Z tej okazji kupiłam sobie śliczną piankę Rip Curl z długim rękawem i odkrytymi nogami i pośladkami. Byłam tak podjarana moją nową, surferską stylizacją, że zapomniałam się posmarować kremem z filtrem. Na surfingu o dziwo szło mi bardzo dobrze, dlatego ogarnęliśmy 2 sesje w ciągu dnia. Poranną i popołudniową. I teraz wyobraźcie sobie  słońce w Indonezji oraz mnie na wodzie przez cały dzień bez kremu z filtrem!

Wieczorem było źle, ale rano następnego dnia było katastroficznie. Miałam totalnie spuchnięte nogi, czerwone w kolorze buraka. Nie mogłam ich zginać, nie wspomnę o siadaniu! B. specjalnie pojechał na jakieś pole, zerwał aloes i panie indonezyjki z pobliskiego hotelu wykonały specjalną miksturę w postaci płynu zawierającego aloes i imbir. Niestety za dużo to już nie pomogło. To miał być cudny czas, a my musieliśmy zamówić samochód, bo nie byłam w stanie siadać m.in. na skuterze,więc  kładłam się na brzuchu w aucie. Jak szliśmy na romantyczną kolację to prosiłam o poduszkę pod tyłek, czy możecie sobie wyobrazić takie coś! B. był bardzo wyrozumiały, śmiał się, że go testuje, czy się nadaje na partnera haha.

Jak już było lepiej z moim tyłeczkiem, postanowiliśmy się wykąpać w oceanie. Woda czysta jak łza, stosunkowo duże fale jak dla mnie na zabawę, ale byłam dzielna. Skoro postanowiłam być dziewczyną surfera, niesie to za sobą kilka poświęceń hihi. Generalnie było extra, rzucaliśmy się na fale i pływaliśmy pod nimi. B. ewidentnie czuł się jak ryba w wodzie!

Wieczorem tego samego dnia poszliśmy na romantyczną kolację do knajpki nad samym oceanem. Owoce morza, piękny zachód słońca z możliwością normalnego siadania, dało się odczuć różnicę. Wieczorem po powrocie do naszego domku zaczęłam się słabo czuć, byłam bardzo senna i zaczęło mnie boleć ucho. Niestety, noc była długa i męcząca. Jak tylko rano wstaliśmy, wiedzieliśmy, że trzeba mnie zabrać do szpitala. Szpital był usytuowany godzinę drogi od nas,  w Kucie na Lomboku. Jechaliśmy starym skuterem, szczerze myślałam, że tam zjadę z bólu. Zapalenia ucha, taką tamtejszy lekarz postawił mi diagnozę. Co najgorsze, ja ogłuchłam. Ból nie był jedynym zmartwieniem.

Został nam jeszcze mniej więcej tydzień wyjazdu, a ja byłam głucha! Jak spacerowaliśmy to prosiłam B. aby szedł po lewej stronie bo z prawej go nie słyszałam! No ale co mogliśmy zrobić, po prostu przyzwyczajałam się do głuchoty coraz bardziej. Najgorzej było w tłumie, bo nie wiedziałam o co chodzi, czułam się jak w jakimś amoku. Jakby nie patrzeć, nie straszne były nam przeciwności losu.

Pewnego pięknego dnia stwierdziliśmy, że podjedziemy na plażę, przy której miało być dobre surfowanie. Oczywiście ja byłam wykluczona, przez ucho. Wsiedliśmy na skuter i wyruszyliśmy. Droga była dość długa ale piękna. Skuter niestety nie miał haków na dechę i ja musiałam ją trzymać pod pachą, co nie było łatwe. Gdy podjechaliśmy na miejsce, nie było tam nikogo oprócz nas. Rozłożyłam sobie ręcznik, wzięłam książkę, a B. ruszył do wody. Pełen relaks. Czułam się jak w niebie, niestety do czasu!

Kiedy schodziliśmy z plaży, podeszło do nas 3 lokalnych rolników, z prośbą o kasę za parking. wszystko byłoby ok, gdyby tam był parking. To było zwyczajne wymuszenie. Panowie trzymali w rękach ostre narzędzia do cięcia okolicznych roślin.Wyglądało to dość przerażająco. B. zaczął z nimi rozmawiać, był już w Indonezji od pół roku i potrafił mniej więcej  się z nimi dogadać. Powiedział im, że nie ma drobnych aby im dać, na co oni stwierdzili, że w takim razie ja zostaję na plaży, a on idzie z nimi rozmienić pieniądze. Całe szczęście tak się nie stało, poszliśmy razem w kierunku asfaltowej drogi. Na skuterze B., za nim ja z deską, a za mną trzech nieprzyjemnych facetów. Miałam wrażenie, że jeden z nich dźgnie mnie zaraz w plecy, mówię Wam, masakra jakaś.Nawet nie mogliśmy przyspieszyć, ponieważ jechaliśmy po jakiś wertepach. W końcu dotarliśmy do asfaltowej drogi, B nerwowo się odwracał czy stopniowo się od nich oddalamy. nie byliśmy pewni czy gdzieś w pobliżu nie mają swojego skutera, dlatego nie chcieliśmy wykonać nieprzemyślanego ruchu. Minęliśmy jakieś domostwo, przed którym nieznajomy mężczyzna pokazał nam ręką, że mamy uciekać. Odwróciłam się kilka razy, poinformowałam B. że groźna ekipa jest stosunkowo daleko, i dodaliśmy gazu do dechy. Skuter, którym jechaliśmy, serio był najgorszy jaki mieliśmy przez te 3 tygodnie, ale w końcu ich zgubiliśmy!  Co za ulga! Jadąc mijaliśmy remontowaną drogę i co się wydarzyło? Wywaliliśmy się na skuterze na to wszystko haha! Całe, szczęście jechaliśmy dość powoli i tylko JA z deską spadłam ze skutera. Lekko zdarłam sobie kolano, ale tak mocno trzymałam deskę, że jej się nic nie stało i z tego tytułu zostałam mianowana najlepszym surf desk keeperem.

Wniosek na dziś, nie ważne co się dzieje, ważne aby mieć przy sobie osobę, która Cię wspiera i rozumie.  Pomimo tych wszystkich nieprzewidzianych akcji i tak uważam, że do tej pory to były moje najlepsze wakacje ever! Hey!

 

YOU MIGHT ALSO LIKE

0 Comments

Leave A Comment

Your email address will not be published.