Chłopak ze Świata kangurów czy to możliwe?

Niektórzy nazywają moją historię love story, inni szaleństwem. Jakby nie patrzeć poznałam GO na Tinderze.
Celem jednak nie było znalezienie chłopaka zza oceanu, celem były informacje na temat tego nieznanego mi lądu. Jednak jak widać los płata figle. Minęło już półtora roku, a ja nie jestem w Australii, za to mam chłopaka australijczyka!

Z początku, była to wyłącznie relacja kumpelska, nie było gwarancji czy kiedykolwiek się zobaczymy. Od razu jednak wiedzieliśmy, że uwielbiamy ze sobą rozmawiać. Internet był nasz. Z Tindera na Facebooka, z Facebooka na Whatsappa, no i oczywiście Snap oraz Skype. Boże! Jak to brzmi! Wyobraźcie sobie jak byśmy żyli 50 lat temu, mogłabym wówczas napisać: LISTY! Brzmiałoby to może bardziej romantycznie, jednak mam to w …

Oczywiście emocje oraz nasza więź narastały, nie mieliśmy bladego pojęcia w co się pakujemy. Pamiętam jak raz powiedziałam do NIEGO, uważaj kangurze, będą jaja jak się zakochasz. Do dziś mi to wypomina, oczywiście pozytywnie.

Wydaje mi się, że świadomość nieznanego oraz brak ciśnienia z obu stron powodował, że stawaliśmy się dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi. Oboje jesteśmy wolnymi duchami i nie lubimy ograniczeń.
Rozpoczęliśmy korespondować dokładnie jesienią 2015 roku. Na tyle byłam przed nim otwarta, że wysłałam mu film z moimi wypocinami wokalnymi, które przygotowywałam na rodzinne Święta Bożego Narodzenia miesiąc później! Pełna kompromitacja haha.

Przez wiele miesięcy bardzo dużo rozmawialiśmy, mieliśmy potrzebę dzielenia się każdym momentem. Nie odkładałam telefonu, bo jak była możliwość rozmowy, to chciałam ją wykorzystać. Nie dość, że dzieli nas 15 000 km, to jeszcze 10 godzin różnicy czasu, uwierzcie, nie było i nie jest lekko. Ale do wszystkiego człowiek jest się w stanie przyzwyczaić.

Jak się okazało, B. planował półrocznego tripa do Indonezji. Wiedziałam, że odkładał na to pieniądze już od dłuższego czasu, a surfing to jego drugie imię. Kibicowałam mu z całych sił. W sercu czułam jednak, że wyjedzie do indo, nie będzie miał internetu, a do tego serfując całymi dniami znajdzie sobie jakąś pro surferkę. Nie żałowałam jednak ani jednej rozmowy, on stał się moją życiową inspiracją. Wtedy myślałam, że wszystko jest możliwe i może mi kiedyś też tak się uda wyjechać, rzucić pracę i wyruszyć w nieznane.

Ale wiecie co, okazało się, że ten jego wyjazd wyłącznie umocnił naszą relację. B. jak tylko miał możliwość dzwonił, pisał, wysyłał zdjęcia. Twierdził, że to właśnie ja jestem jego życiową muzą. Myślałam wówczas: marzyciel, romantyk i do tego surfer z Australii, to się nie ma prawa udać!

Pewnego dnia B. powiedział mi, że nie będzie z nim kontaktu przez około 2 tygodnie, ponieważ jedzie na wyspy, gdzie najprawdopodobniej nie będzie internetu. To już był ten etap, że rozmawialiśmy ze sobą prawie codziennie, więc wiedziałam, że będę tęsknić. Miałam jednak do niego pełne zaufanie, jedynie martwiłam się o niego, gdyż wiedziałam, że jest na drugim zakątku świata w jakiejś dżungli. Dni mijały, w Polsce było już ciepło.

Jednego słonecznego, niedzielnego dnia, jadąc na Wake’a do Wakepark Łomianki zaczął dzwonić do mnie jakiś dziwny, nieznany numer. Nie odebrałam dwukrotnie, gdyż uznałam, że na bank dzwonią do mnie z jakąś ofertą, na dodatek w niedziele! Haha! Słucham pocztę, a tu B! Pamiętam jak dziś ten moment. My nigdy do siebie nie dzwoniliśmy, myślałam, że on nie ma mojego numeru. Oczywiście oddzwoniłam czym prędzej. Okazało się, że mój kochany kangur tak się za mną stęsknił, że pożyczył telefon od jakiegoś lokalesa, sprawdził mój numer telefonu na Skypie i zadzwonił! To było, takie uczucie, jakby twój ukochany dzwoni z jakiejś misji! Nie zapomnę tego do końca życia. Zasięg był fatalny, ciężko było go usłyszeć, ale wiedziałam, że nic mu nie jest i że myśli o mnie. To było dla mnie ważne.

Będąc samotnie w Indonezji B. napisał piękny wiersz, którym chętnie się z Wami podzielę:
On the horizon, islands co exist in bliss. Ecologically rare in this day and time, I stare and marvel, the thoughts of lands afar are washed away from the salty musk of the ocean vibrating timelessly and naturally moving. Untouched by the machine, waves break clean.
A psychedelic dream, more a rainbow of coral that breathes, living aquatic organisms teem, as palm trees lean.
They watch over the coast, stand tall at their post, coconuts they promote, some up high and some float, like the passing boats, on the surface remote. These vessels cut through the still glass sheets of water, like the reef tearing flesh when the time comes to slaughter. Surfers bodies on order, sacrificial martyrs for a reason better than most. A feeling only those who’ve come before know. Unknown is what lies in the depths below. Above a nirvana, a deep love that grows. Adrenaline pumps as blood from veins flow.
Sun sets as guests pay homage to a land that connects, internationals blessed with things far from grotesque. Unified by an island over time broken free, a lonely part of an archipelago, not all come to be

Niedługo było trzeba czekać i przypomniałam sobie, że przecież moim marzeniem jest pojechać na Bali! Powstał nowy plan. Wakacje w Indonezji z NIM.
Pozostało jedynie zakupienie biletu! Było to akurat stosunkowo proste, gdyż kupiłam bilet i poleciałam się z nim spotkać po 9 miesiącach gadania przez neta! Ale o tym jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie oraz jak było w Indonezji moimi oczami dowiecie się z kolejnych postów.

Hey

YOU MIGHT ALSO LIKE

0 Comments

Leave A Comment

Your email address will not be published.